Prawdopodobnie spodziewał się łez albo że go namówię do powrotu. Przez dwadzieścia sześć lat przyzwyczaił się do mojej przewidywalności: najpierw próbuję ratować rodzinę, potem zgadzam się na jego warunki „dla dzieci”, „dla utrzymania związku”, „dla rozsądnego kompromisu”.
— Co to masz? — zapytał ostrożnie.
— Dokumenty. Ty mówisz o prawie. Zróbmy to porządnie.