Ciąg dalszy historii
— Nie muszę. Już wybierasz. Za każdym razem, gdy przychodzisz tu z jej słowami zamiast własnych. Cisza się przeciągnęła. — Powiedziała, że jeśli nie opróżnimy pokoju, już do nas nie przyjedzie — wyszeptał. — To groźba. — To ból. — To kontrola.
Zerwał się. — Ty zawsze wszystko upraszczasz! — Ty wszystko komplikujesz, bo boisz się ją rozczarować. Długo na nią patrzył. Potem nagle powiedział: — A jeśli powiem, że chcę, żebyś to wszystko usunęła… nie przez nią. Tylko dlatego, że mi się nie podoba? Magdalena powoli skrzyżowała ramiona.
— Wtedy zapytam: dlaczego milczałeś pół roku? Odwrócił wzrok. — Bo na początku mi schlebiało. Że mam żonę-mistrzynię. Klientki. Pieniądze. A potem… — zawahał się. — Potem zaczęłaś mnie mniej potrzebować. To było to. Skinęła głową.
— Dziękuję za szczerość. — To nie tak miało zabrzmieć. — Tak właśnie brzmiało w twojej głowie. Wypuścił powietrze. — I co teraz? Magdalena podeszła do stołu, wzięła teczkę spod lampy i podała mu ją.
— Spójrz. — Co to? — Moje zapiski. Dochody. Wydatki. Kredyt na sprzęt. Ile zainwestowałam. Ile przynoszę. Nie wziął. — Nie potrzebuję liczb. — Potrzebujesz szacunku.
Po chwili jednak ją otworzył. Przerzucił kilka stron. Brwi uniosły mu się powoli. — To… aż tyle? — Tak. Zamknął. — Ukrywałaś to. — Nie pytałeś.
— Jeśli teraz powiesz, że mam to wszystko rzucić — ciągnęła — to będzie znaczyć jedno: że chcesz cofnąć mnie do miejsca, w którym byłam zależna. A ja tam nie wrócę. — To groźba? — Granica. Ścisnął teczkę. — A jeśli nie jestem gotów tak żyć? Patrzyła na niego długo.
— Wtedy będziemy musieli uczciwie przyznać, że chcemy różnych rzeczy. — Mówisz o rozwodzie? — Mówię o wyborze, Krzysztof. Drgnął. — Jesteś bezlitosna. — Jestem dorosła.
Stał przy oknie, tyłem do niej. — Nie chcę się kłócić — powiedział cicho. — W takim razie przestań próbować mnie łamać. Powoli skinął głową. — Porozmawiam z nią.