Ciąg dalszy historii

— Piotr… — wyszeptała, widząc go w drzwiach. — Przyszedłem po ciebie. I po naszego syna. — Znalazłeś go?.. — Jest w samochodzie. Magdalena rozpłakała się.

Kiedy Kacper wysiadł, uklękła przed nim. — Przepraszam… myślałam, że cię chronię… — Szukałaś mnie? — Codziennie. Ale oni mnie obserwowali… Piotr położył dłoń na jej ramieniu. — Już nie.

Tego wieczoru siedzieli na tarasie, słuchając szumu fal. — Zaczniemy od nowa — powiedział Piotr. Kacper objął ich oboje. A Piotr po raz pierwszy od dziesięciu lat poczuł, że pustka zniknęła. Bo czasem jedno zdanie wyszeptane w deszczu potrafi zwrócić całe życie.

Krzysztof cofnął się o krok — niemal niezauważalnie, odruchowo, jakby dotknął lodowatej powierzchni. Ramiona wciąż miał napięte, pięści zaciśnięte, ale w jego oczach pojawił się cień wahania. Nie skruchy — nie. Raczej irytacji, że znajomy scenariusz nie zadziałał. — Bierzesz sobie za dużo na barki — syknął. — Myślisz, że skoro zarabiasz, to możesz robić, co chcesz? To wciąż nasz dom. Wspólny. A nie twoja prywatna pracownia. — Nasz — zgodziła się spokojnie Magdalena. — Właśnie dlatego decyzje powinniśmy podejmować razem. A nie po telefonie od twojej matki. Odwrócił się gwałtownie i przeszedł przez pokój, zahaczając czubkiem buta o brzeg dywanu. Zatrzymał się przy oknie, odsunął zasłonę, jakby brakowało mu powietrza. — Nie rozumiesz — powiedział już innym tonem. Głuchym, napiętym. — Nie słyszałaś, jak płakała. Mówiła, że czuje się tu niechciana. Że wybrałem ciebie zamiast rodziny.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕