W swojej książce „Propaganda” (1928) Edward Bernays przedstawił teorię manipulacji opinią publiczną. Zdrowie stało się wówczas idealnym polem do kierowania masami poprzez strach i obietnicę ochrony. Medycyna naukowa została przedstawiona jako ucieleśnienie racjonalności, a zwątpienie przekształciło się w zagrożenie społeczne. Media, finansowane przez przemysł farmaceutyczny, rozpowszechniały tę narrację, wyśmiewając nonkonformistyczne podejścia i wychwalając specjalistyczną wiedzę.
Stopniowo pacjent musi zaufać i być posłusznym bez zadawania pytań. Zapobieganie jest przedstawiane jako źródło informacji, ale kryje w sobie formę kontroli: poszukiwanie alternatywnego leczenia staje się wykroczeniem.
Era pigułki i przewlekłości
Po II wojnie światowej antybiotyki i leki psychotropowe cieszyły się ogromnym powodzeniem, ale jednocześnie przyczyniły się do rozwoju filozofii leczenia objawów w izolacji. Ciało zostało wówczas podzielone na wyspecjalizowane funkcje, zgodne z industrializacją. Pigułka stała się produktem dominującym: była łatwa w produkcji, opatentowana i dochodowa.
Tradycyjne rośliny, które są wolne i nie podlegają patentowaniu, są dyskredytowane. Ich aktywne składniki są następnie izolowane w laboratoriach i przekształcane w opatentowane cząsteczki, co ogranicza stosowanie całych roślin w imię bezpieczeństwa. Opieka zdrowotna przesuwa się od leczenia do przewlekłego leczenia bólu, nastroju lub poziomu cukru we krwi. Choroba staje się normą, a dożywotnie leczenie – akceptowalną formą uzależnienia.
Organy regulacyjne faworyzują ten model, szkodząc kompleksowym metodom prewencyjnym. Zdrowie nie jest już postrzegane jako równowaga, którą należy przywrócić, lecz jako stan funkcjonalny, który należy utrzymać, nie zmieniając niezdrowego stylu życia.