Kiedy skończyłam osiemnaście lat, wróciłam do sierocińca. Nowy personel. Nowe dzieci. Te same łuszczące się ściany.
Podałem im swoje stare imię, moje nowe imię, imię mojej siostry. Kobieta wróciła z cienką teczką.
„Została adoptowana wkrótce po tobie” – powiedziała. „Jej imię zostało zmienione. Jej akta są zapieczętowane”.
Spróbowałem ponownie po latach. Ta sama odpowiedź.
Zapieczętowany plik. Brak szczegółów.
Życie toczyło się dalej. Studiowałam, pracowałam, wyszłam za mąż za młodu, rozwiodłam się, przeprowadziłam się, awansowałam. Z zewnątrz wyglądałam jak normalna, dorosła kobieta z ustabilizowanym, nieco nudnym życiem.
W głębi duszy moja siostra nigdy mnie nie opuściła.
Potem, w zeszłym roku, wszystko się zmieniło.
Byłem w krótkiej podróży służbowej do innego miasta – nic specjalnego. Pewnego wieczoru zatrzymałem się w supermarkecie. Byłem zmęczony i rozkojarzony, zmierzając w stronę alejki z ciasteczkami.
Wtedy ją zobaczyłem.
Mała dziewczynka stała tam, ostrożnie porównując dwa pudełka ciasteczek. Gdy uniosła rękę, rękaw jej kurtki osunął się do tyłu.
Na jej nadgarstku znajdowała się cienka, krzywa bransoletka — w kolorach czerwonym i niebieskim.
Zamarłem.
Kiedy miałam osiem lat, ukradłam z pudełka z włóczką czerwoną i niebieską i zrobiłam dwie pasujące do siebie bransoletki. Jedną dla siebie. Jedną dla Mii.
„Żebyś o mnie nie zapomniała” – powiedziałem jej.
Miała ją na sobie w dniu, w którym mnie zabrano.
Podszedłem do dziewczyny.
„Piękna bransoletka” – powiedziałem.
„Dała mi to mama” – odpowiedziała z dumą. „Powiedziała, że zrobił to ktoś wyjątkowy”.
Pewna kobieta podeszła do nas z pudełkiem płatków śniadaniowych.
Poznałem ją od razu, gdy ją zobaczyłem.
Jej oczy. Jej chód. Sposób, w jaki unosiła brwi, czytając etykiety.
Dziewczynka podbiegła do niej.
„Mamo, możemy wziąć te czekoladowe?”
Zrobiłem krok naprzód, zanim straciłem odwagę.
„Przepraszam” – powiedziałem. „Czy mogę zapytać, czy ktoś dał ci tę bransoletkę, kiedy byłeś dzieckiem?”
Jej twarz się zmieniła.
„Tak” – powiedziała powoli.
„W sierocińcu?” – wyszeptałam.
Zbladła.
„Skąd wiesz?”
„Zrobiłam dwie takie bransoletki” – powiedziałam. „Jedną dla siebie. Drugą dla mojej młodszej siostry”.
Spojrzała na mnie.
„Moja siostra miała na imię Elena”.
„To moje imię” – powiedziałem.
Staliśmy tam oszołomieni, pośrodku alejki z ciasteczkami, podczas gdy życie wokół nas toczyło się dalej.
Poszliśmy do małej kawiarni obok. Jej córka – Lily – zamówiła gorącą czekoladę. My zamówiliśmy kawę, której prawie nie tknęliśmy.
Z bliska nie było wątpliwości. To była Mia. Tylko starsza.
„Myślałam, że o mnie zapomniałeś” – powiedziała przez łzy.
„Nigdy” – odpowiedziałem. „Myślałem, że o mnie zapomniałeś”.
Roześmialiśmy się – śmiechem, który niesie ze sobą jednocześnie ból i ulgę.
Powiedziała mi, że trzymała tę bransoletkę w pudełku przez lata. Dała jej ją, kiedy Lily skończyła osiem lat.
„Nie chciałam, żeby zniknął” – powiedziała.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕