Samotny Rytuał Miłości
Minęło sześć miesięcy od śmierci mojej żony, a moje życie zostało pozbawione wszelkiego sensu. W mieszkaniu panowała nieznośna cisza. Jej szalik wciąż wisiał przy drzwiach, jej ulubiony kubek stał nietknięty w szafce, a czasami, gdy zamykałem oczy, przysięgałem, że wciąż czułem w powietrzu zapach jej perfum.
Każdej niedzieli niosłem na cmentarz bukiet czerwonych róż – jej ulubionych – pośród nich. To był jedyny rytuał, który dawał mi spokój. Ostrożnie kładłem je na jej grobie, siadałem na kamiennej ławce w pobliżu i rozmawiałem z nią, jakby mnie słyszała. To był mój sposób na przetrwanie pustki.
Dziwne Zniknięcie
Ale potem zaczęło się dziać coś dziwnego. Przez trzy tygodnie z rzędu kwiaty, które tam kładłem, po prostu znikały. Nie zwiędły. Nie powiały na wiatr. Po prostu zniknęły.
Na początku myślałem, że może ogrodnicy posprzątali za szybko, ale kiedy zapytałem, pokręcili głowami. Strażnik cmentarza mruknął: „Nikogo nie widziałem. Jeśli chcesz odpowiedzi, musisz je znaleźć sam”.