Pewnego popołudnia odebrałem telefon od prawnika mojego ojca. Jego głos był ciepły i uważny, jakby spędził lata, przekazując wiadomości wymagające życzliwości.
„Myślę, że czas się poznać” – powiedział. „Twój ojciec zostawił ci polecenie, żebyś podzielił się z tobą treścią testamentu w cztery oczy, jak tylko wszystko zostanie sfinalizowane”.
Mrugnęłam. „Czy on… miał testament?”
Teraz, z pamiętnikami taty ułożonymi na stoliku nocnym i nowym rozdziałem w moim życiu, uczę się chodzić lżej. Uczę się wybierać ludzi, którzy wybierają mnie z właściwych powodów. I noszę ze sobą ostatni dar od ojca: nie dom, nie pieniądze, ale przypomnienie, że prawdziwa miłość nigdy nie pyta: „Co ci jest?”. Pyta: „Jak mogę być z tobą?”.