Kiedy po raz ostatni wychodził z domu, nie obejrzał się. Stałam w oknie i patrzyłam, jak wjeżdża na podjazd, zastanawiając się, jak długo czekał na właściwy moment, żeby mnie zostawić. Może myślał, że nie ma lepszego momentu niż ten, kiedy już jestem załamana.
Kolejne tygodnie były dziwnie spokojne. Zamieniłam puste słowa męża na towarzystwo pamięci o ojcu, które w jakiś sposób wydawało się łagodniejsze. Skupiłam się na odbudowywaniu siebie kawałek po kawałku. Oddałam ubrania, których nie nosiłam. Przemeblowałam dom. Częściej odwiedzałam matkę. I powoli ból stawał się znośny.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕