Adoptowałem dziecko porzucone przed remizą strażacką.🥲🥲🥲Pięć lat później do moich drzwi zapukała kobieta i powiedziała: „Musisz mi oddać moje dziecko”.

W tych chwilach zawieszenia nie myślę długo. Działam. Chronię. A czasami, nieświadomie, zaczynam nowe życie. To dziecko, oddane później pod opiekę opieki społecznej, dzięki wsparciu Lucasa, mojego kolegi, pozostało wyryte w zakamarku mojego serca. Nie da się o nim zapomnieć. Jak niezaprzeczalna prawda, która powoli się umacnia, aż staje się decyzją: zapewnić dom, stabilizację i nieustającą miłość.

Adopcja w pojedynkę… i nauka bycia rodzicem

Adopcja jest często postrzegana jako piękny cel. W rzeczywistości to głównie podróż pełna wątpliwości, niekończącej się papierkowej roboty i nieprzespanych nocy z zastanawianiem się, czy będę „wystarczająco dobra”. Wystarczająco dostępna, wystarczająco silna, wystarczająco uzasadniona.

Kiedy jesteś samotnym rodzicem, pytania się mnożą. Organizacja, opieka nad dziećmi, zmęczenie… ale też ta ogromna odpowiedzialność: bycie jedynym żywicielem rodziny. A jednak, gdy Leo jest w domu, wszystko wraca na swoje miejsce. Pośpieszne poranki, niedopasowane skarpetki, śniadania lądujące na stole zamiast w misce. Codzienność staje się radosna i niedoskonała.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕