W wieku 54 lat zamieszkałam z mężczyzną, którego znałam zaledwie od kilku miesięcy, aby nie niepokoić córki, ale bardzo szybko przydarzył mi się taki horror, po którym bardzo tego żałowałam

Potem zaczęły się pytania. Gdzie byłeś? Dlaczego się spóźniłeś? Z kim rozmawiałeś? Czemu nie odpowiedziałem od razu? Na początku myślałem, że jest zazdrosny, a to rzadkość w moim wieku.

Ale wkrótce było jeszcze gorzej😢😲

Potem przyłapałam się na tym, że szukam wymówek, zanim jeszcze cokolwiek powiedziałam.

Zaczął czepiać się jedzenia. Albo było za słone, albo za mało słone, albo „kiedyś było lepsze”. Pewnego dnia puściłem kilka starych piosenek, które uwielbiałem. Wszedł do kuchni i powiedział: „Wyłącz to. Normalni ludzie nie słuchają takich rzeczy”. Wyłączyłem. I z jakiegoś powodu poczułem się taki pusty.

Pierwsze prawdziwe załamanie nastąpiło nagle. Był zirytowany, zadałem proste pytanie, a on krzyknął. Potem rzucił pilotem o ścianę. Roztrzaskał się. Stałem i patrzyłem, jakby to się nie działo. Później przeprosił, mówiąc, że jest zmęczony i pracuje. Uwierzyłem mu. Naprawdę chciałem mu uwierzyć.

Ale potem zaczęłam się go bać. Nie jego ciosów – nie było żadnych. Bałam się jego nastroju. Chodziłam ciszej, mniej mówiłam, starałam się czuć swobodnie. Im bardziej się starałam, tym bardziej się wściekał. Im ciszej się robiłam, tym głośniej krzyczał.

Ostatnią kroplą było zepsute gniazdko.

Powiedziałem mu po prostu, że musimy wezwać elektryka. Obwinił mnie, zaczął sam to naprawiać, wkurzył się, rzucił śrubokrętem, nakrzyczał na mnie, na gniazdko, na cały świat.

I wtedy zdałem sobie sprawę: będzie tylko gorzej. On się nie zmieni. A ja już prawie zniknąłem.

Wyszłam cicho. Podczas jego nieobecności zebrałam dokumenty, ubrania, najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystko inne zostawiłam. Położyłam klucze na stole, napisałam krótką notatkę i zamknęłam drzwi.

Zadzwoniłam do córki. Powiedziała tylko jedno: „Mamo, chodź”. Nie zadawała żadnych pytań.

Zadzwonił, napisał, obiecał zmianę. Nigdy nie odpowiedziałem.

Teraz znów żyję spokojnie. Jestem z córką. Pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, oddycham swobodnie. I teraz wiem na pewno: nikomu nie przeszkadzałam. Po prostu wybrałam niewłaściwą osobę – i znosiłam to zbyt długo, żeby nie być „niepotrzebną”.