Znasz to uczucie?
Kiedy twój mózg widzi coś długiego, ciemnego, wijącego się przez trawę,
I od razu szepcze:
“Wąż.”
Dokładnie to samo przydarzyło mi się wczoraj w południe.
Wszedłem do ogrodu z kawą w ręku, gotowy cieszyć się spokojnym porannym słońcem…
Potem go zobaczyłem.
Skręcony, otulający kształt wijący się przez trawnik.
Nieruchome. Ciche. Zbyt idealne, by mogło być naturalne.
Moja pierwsza myśl?
Mój drugi?
Z bijącym sercem sięgnęłam po telefon.
Zrobiłem niestabilne zdjęcie.
Zrobił krok naprzód.
Następnie-
Krzyczałem.
Ponieważ to nie był wąż.
To nie była lina.
To było coś o wiele dziwniejszego.
Gdy pochyliłem się do przodu i wstrzymałem oddech, „lina” zaczęła się poruszać.
Nie czołgaj się jak wąż.
Ale pulsujące. Pełzające.
Powolna, falująca fala małych nóg i delikatnych ciał poruszających się w idealnej synchronizacji.
Policzyłem je później.
Być może więcej.
Szli ciasną kolumną, jeden za drugim, każdy za poprzednim, tworząc żywy łańcuch długi na ponad sześćdziesiąt centymetrów.