A jeśli ta kobieta naprawdę nie ma już nikogo?
A jeśli ten SMS był jej ostatnią próbą?
A jeśli pisała go ze wstydu, z drżącymi rękami,
bo prosić o pomoc jest najtrudniej?
Nie zapytałam o szczegóły.
Nie chciałam wiedzieć „dlaczego”.
Spakowałam wszystko.
Starannie.
Jakby te ubrania miały znaczyć więcej, niż tylko materiał.
Zapłaciłam za wysyłkę z własnej kieszeni.
I wysłałam paczkę.
Potem… życie potoczyło się dalej.
Sprawy, praca, codzienność.
Ten SMS zniknął gdzieś wśród setek innych.
Minęły miesiące.
Minął rok.
Aż pewnego dnia dostałam awizo.
Paczka.
Nie czekałam na żadną przesyłkę.
Nikt nie zapowiadał, że coś do mnie wyśle.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
Otworzyłam ją w domu.
Powoli.
Z jakimś dziwnym niepokojem, którego nie potrafiłam wyjaśnić.
W środku znalazłam rzeczy, których się nie spodziewałam.
Coś, co sprawiło, że musiałam usiąść.
I milczeć.
W jednej chwili wrócił ten SMS.
Te ubrania.
Ta decyzja, podjęta bez zastanowienia.
I wtedy zrozumiałam coś bardzo ważnego.
Że czasem jedna mała decyzja
może zmienić czyjeś życie bardziej, niż kiedykolwiek się dowiemy.
I że za krótkimi wiadomościami
często kryją się historie,
których nigdy nie powinniśmy lekceważyć.
Bo nie każdy, kto prosi o pomoc, krzyczy.
Niektórzy tylko piszą jedno zdanie…