Adoptowałam dziecko, składając obietnicę Bogu. 17 lat później odkryło prawdę i mnie opuściło.

Nigdy nie chciałam być macierzysta, choć z oporami. To nie było mgliste marzenie ani przelotny kaprys, ale natychmiastowe fizyczne pragnienie, które jest odczuwalne przez każdego dnia. Staraliśmy się być z długo. Zbyt długo. Wizyty u lekarza stałego się rutyną. Nasze życie odwróciło się wokół lekarzy, cichego oczekiwania i szeptanych półgłosem, pozornie zbyte rozwiązanie, które doprowadziło do ich rozproszenia.

Straciliśmy kilka ciąż. Za każdym razem, gdy słyszymy dźwięk, prawie niewidoczny dla innych. Nauczyłam się umiejętności na radosne wieści, wskaźnik szczere nagrody, a jednocześnie przeglądać ubrankę, które kupiłam za wcześnie w domu. Mój członek był kiedyś przy mnie, jego niezachwiana obecność, ale w jego zewnętrznym strachu: strach przed wystąpieniem ośmieleniem się na.

Po ostatnim wyzwaniu, siedząc na zimnych kafelkach w łazience, rozwiązanie sobie w myślach.

Obietnica, która ogranicza życie

Obietnica dana życie, sobie sama. Gdybym kiedyś była, dałabym też domowi, które nie miało miejsca w całości. Nie z użyteczności. Z miłości.