Podkreślał, że takie ruchy powinny uruchamiać natychmiastową reakcję polityczną i wojskową, a nie tylko komentarze do kamer.
Zwrócił też uwagę na temat tak zwanej rosyjskiej floty cieni, o której coraz częściej mówi się również w zachodnich mediach.
Chodzi o setki tankowców, które mimo sankcji nadal przewożą surowce energetyczne i zapewniają Kremlowi stały przypływ pieniędzy.
Zełenski zaznaczył, że tolerowanie tej praktyki osłabia sens sankcji i pokazuje Rosji, że Zachód nie potrafi być konsekwentny.
W jego słowach wybrzmiało też rozczarowanie wobec gestów, które wyglądają dobrze w przekazie medialnym, ale nie zmieniają układu sił.
Mówił, że symboliczne kontyngenty i demonstracyjne ruchy wojsk nie są wystarczającym odstraszaniem wobec agresora.
Zaznaczał, że państwo prowadzące agresywną politykę liczy się przede wszystkim z siłą, a nie z deklaracjami.
Według Zełenskiego Rosja uważnie obserwuje reakcje Europy i wyciąga wnioski z tego, co dzieje się w praktyce.
Dodał, że dla Kremla liczą się nie słowa, ale czyny, czyli czas reakcji, skala decyzji i realne działania w terenie.
Jego zdaniem każda opóźniona decyzja może zostać odebrana jako słabość, a czasem nawet jako zachęta do kolejnych kroków.
Kulminacyjnym momentem wystąpienia była wizja, którą Zełenski nakreślił jako możliwą przyszłość Europy.
Powiedział, że jedyną realną odpowiedzią na rosnące zagrożenia może być stworzenie wspólnych europejskich sił zbrojnych.
Zaznaczył, że chodzi o formację zdolną do samodzielnego działania, a nie o projekt symboliczny lub wyłącznie polityczny.
W jego ocenie taka wspólna armia zwiększyłaby zdolności obronne, ale też wzmocniłaby podmiotowość Europy na świecie.
Zełenski argumentował, że bez tego Europa zawsze będzie reagowała z opóźnieniem i będzie nadrabiała stracony czas dopiero w kryzysie.
Dodał, że Ukraina posiada unikalne doświadczenie wojenne i technologiczne, które mogłoby stać się ważnym elementem budowy bezpieczeństwa kontynentu.
Jednocześnie zasugerował, że toczą się rozmowy dyplomatyczne prowadzone z udziałem kluczowych graczy, które mogą wpłynąć na dalszy bieg wojny.
W jego słowach dało się wyczuć, że stawką nie jest tylko przyszłość Ukrainy, ale stabilność całej europejskiej architektury bezpieczeństwa.
Całe wystąpienie zabrzmiało jak sygnał alarmowy, skierowany nie tylko do polityków, ale też do społeczeństw.
Przekaz był prosty i trudny do zignorowania, bo padł wprost na jednej z najważniejszych scen politycznych świata.
Zełenski dał jasno do zrozumienia, że czas półśrodków i spokojnego udawania kontroli powoli się kończy.
A decyzje podejmowane dzisiaj mogą przesądzić o tym, czy Europa będzie w stanie ochronić siebie, gdy przyjdzie prawdziwy test.