Kiedy proste przypomnienie o chlebie przeradza się w nieoczekiwany zwrot akcji!

„Jestem w pracy. Skoro już tam jesteś… może kupisz chleb?”

Jej szczęka opadła. Nie było go z Valerie. Nie było Valerie. Wpadła prosto w jego pułapkę.

Przechodnie widzieli, jak jej wściekłość zmieniała się w niedowierzanie, a potem w śmiech. On ją ograł, a ona szła prosto w jego ślady.

Nadal trzymając telefon, napisała:

„Będziesz tego żałować, kiedy wrócisz do domu. Dobra… Przyniosę chleb.”

Jego odpowiedź: