„Jestem w pracy. Skoro już tam jesteś… może kupisz chleb?”
Jej szczęka opadła. Nie było go z Valerie. Nie było Valerie. Wpadła prosto w jego pułapkę.
Przechodnie widzieli, jak jej wściekłość zmieniała się w niedowierzanie, a potem w śmiech. On ją ograł, a ona szła prosto w jego ślady.
Nadal trzymając telefon, napisała:
„Będziesz tego żałować, kiedy wrócisz do domu. Dobra… Przyniosę chleb.”
Jego odpowiedź: