Dziś Michał Koterski mówi wprost, bez uciekania w półsłówka. Ale przez wiele lat jego życie było chaosem, który miał bardzo konkretne źródło. Dom rodzinny, w którym alkohol był codziennością, a emocje – czymś nieprzewidywalnym.
Zanim został aktorem, zanim pojawiły się role, popularność i próby odbicia się od dna, był chłopcem, który żył w ciągłym napięciu.
„Nigdy nie wiedziałem, jak ojciec wróci do domu”
Ojciec Michała, Marek Koterski, był wybitnym reżyserem. Ale był też osobą uzależnioną. Michał wielokrotnie mówił, że jako dziecko żył w strachu przed tym, co zastanie po powrocie do domu.
„Bałem się, w jakim stanie wróci ojciec. To był stały lęk.”
To nie była jednorazowa sytuacja. To była codzienność, która uczy dziecko czujności zamiast bezpieczeństwa. W takich warunkach nie ma miejsca na beztroskę.
Miłość, która bolała
Koterski nigdy nie ukrywał, że kochał ojca. Ale ta miłość była trudna, pełna sprzeczności i bólu. Dorastanie u boku osoby uzależnionej oznaczało ciągłe huśtawki emocji – od nadziei po rozczarowanie.
„Dziecko alkoholika bardzo szybko przestaje być dzieckiem.”
To zdanie wraca w jego wypowiedziach jak refren. Bo zamiast zabawy było obserwowanie dorosłych problemów i próby ich „ratowania”.
Gdy schemat się powtarza
Najtrudniejsze przyszło później. Michał Koterski sam wpadł w uzależnienie – od alkoholu i narkotyków. Długo nie widział w tym związku z dzieciństwem. Dopiero terapia i lata pracy nad sobą pozwoliły mu nazwać rzeczy po imieniu.
„Powieliłem dokładnie ten sam schemat.”
To, co znał z domu, stało się jego własnym życiem. Chaos, ucieczka, autodestrukcja. I momenty, w których był o krok od stracenia wszystkiego.
„Nie chciałem umrzeć jak ćpun”
W pewnym momencie Koterski powiedział dość. Sam przyznał, że bał się, że skończy tragicznie, jeśli nic się nie zmieni.
„Nie chciałem umrzeć jak ćpun.”
To zdanie często przywołuje jako moment przełomu. Leczenie, odwyk, terapia – to nie był „jeden klik”. To była długa i bolesna droga, na której trzeba było zmierzyć się także z przeszłością i relacją z ojcem.
Ojciec i syn – trudne pojednanie
Relacja z Markiem Koterskim nigdy nie była prosta. Ale Michał mówi dziś o niej z większym zrozumieniem. Bez wybielania, ale też bez nienawiści.
„Zrozumiałem, że on też był chory.”
To nie wymazało ran. Ale pozwoliło mu przerwać łańcuch, który ciągnął się przez pokolenia.
Dziś mówi głośno – dla innych
Dziś Michał Koterski jest trzeźwy, aktywny zawodowo i bardzo otwarty w mówieniu o uzależnieniu. Nie po to, by budować wizerunek, ale by inni zobaczyli, że z takiego startu można wyjść.
Jego historia nie jest bajką z happy endem. Jest dowodem, że dzieciństwo w cieniu alkoholu zostawia ślad, ale nie musi być wyrokiem.
CZYTAJ TAKŻE:
„Musiałem być dorosłym, będąc nastolatkiem”. Chłopak, który zaprowadził własną mamę na odwyk
„Byłem bitym dzieckiem”. Historia Emiliana Kamińskiego: od bezdomności do własnego teatru