Konfucjusz uważał, że mieszkanie z dziećmi na starość to poważny błąd, którego będziesz żałować.

Z biegiem lat często powraca pytanie, niekiedy niewypowiedziane: czy trzeba mieszkać blisko dzieci, aby czuć się otoczonym, kochanym i użytecznym?

Ta myśl wydaje się uspokajająca, niemal oczywista.

A jednak niektóre starożytne opowieści zachęcają nas do spojrzenia na to przekonanie inaczej.

Jedna z nich, przekazywana od ponad dwudziestu pięciu wieków i przypisywana mędrcowi Konfucjuszowi, wciąż rezonuje z zaskakującą nowoczesnością.

Opowiada historię Williama, starszego mężczyzny, który poświęcił całe swoje życie swoim dzieciom.

Jak wielu rodziców, wyobrażał sobie, że gdy dorosną, bliskość rodziny będzie naturalnym źródłem ciepła i pocieszenia. Postanowił więc osiedlić się w ich pobliżu, przekonany, że znajdzie tam swoje miejsce.

Kiedy bliskość nie wypełnia pustki

Pierwsze kilka dni było przyjemne, wręcz kojące. Potem, stopniowo, coś zaczęło pękać. Dzieci, pochłonięte obowiązkami, zdawały się być zapracowane. Wnuki, zapatrzone w ekrany, nie miały już czasu na długie rozmowy z dawnych lat. Dom był pełen hałasu, ale  serce Guillaume’a  czuło się dziwnie samotne.
Nie rozumiał. Jak można czuć się niewidzialnym w otoczeniu bliskich? Zaniepokojony, wyruszył w podróż, aby skonsultować się z Konfucjuszem, mając nadzieję na znalezienie odpowiedzi.