Charles przeszukał teczkę i wyjął kilka dokumentów, po czym ostrożnie położył je jeden po drugim na stole.
„Mój ojciec pozostawił bardzo szczegółowe instrukcje w testamencie” – powiedział Charles. „Napisał: »Znajdźcie człowieka, który mnie uratował. Dajcie mu szansę na życie, którą mi dał«”.
Ethan patrzył na dokumenty ze łzami w oczach. Akt własności domu, w pełni spłacony, w dobrej okolicy z ogrodem. Czek bankowy z większą liczbą zer niż Ethan kiedykolwiek widział w życiu. Dokumenty prawne ustanawiające fundusz stypendialny dla Niny, Ruby i Sama, gwarantujące im możliwość studiowania bez długów.
I na koniec list napisany drżącym pismem, zaadresowany do „Człowieka, który mnie uratował”.
Ethan czytał to ze łzami w oczach.
Nie znałeś mnie. Nic mi nie byłeś winien. Ale widziałeś mnie, kiedy nikt inny tego nie robił. Dałeś mi ciepło, kiedy było mi zimno. Karmiłeś mnie, kiedy byłem głodny. A przede wszystkim dałeś mi nadzieję, kiedy jej nie miałem. Chcę, żebyś miał to, czego ja już nie mogę wykorzystać. Opiekuj się swoimi pięknymi dziećmi. Żyj życiem, na jakie zasługujesz. Dziękuję, że przypominasz mi, że dobroć wciąż istnieje.
Ethan szlochał teraz otwarcie, a jego ramiona drżały. Nina, Ruby i Sam podbiegli do niego, obejmując ojca swoimi małymi ramionami. Nie rozumieli, co się dzieje, ale wiedzieli, że coś ważnego się zmieniło.
Charles wstał, uśmiechając się ciepło pomimo łez w oczach. „Mój ojciec chciał, żebyś wiedział, że dobroć nigdy nie umiera. Zawsze znajdzie swoją drogę, czasem wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujesz”.
Ethan spojrzał na prawnika, swoje dzieci, dokumenty opisujące przyszłość, w którą już nie wierzył. Po raz pierwszy od śmierci Lily poczuł nadzieję.
To była prawdziwa, solidna, zmieniająca życie nadzieja.
„Dziękuję” – mruknął Ethan. „Dziękuję, że mnie znalazłeś”.
Charles mocno ścisnął jego dłoń. „Nie, Ethan. Dziękuję za znalezienie mojego ojca”.
W świecie, w którym nagradza się ambicję i sukces, historia Ethana przypomina nam, że czasami najmniejsze akty współczucia mają największą moc.
Warto jednak zadać sobie pytanie: nawet gdybyś nie miał prawie nic, czy dałbyś coś komuś, kto ma mniej, czy też hojność wydaje się możliwa dopiero wtedy, gdy mamy wystarczająco dużo dla siebie?