Przyczaiłem się na skraju mojego podwórka, wcześnie rano światło tylko szczotkowało ogrodzenie ogrodu, oglądając gromadę dziwnych, irytujących chrząszczy cala drogę przez świeżo obróconą glebę w pobliżu kwiaciarni.
Są prawie hipnotyczne – piękne w niepokojący sposób – ale wiem, że to nie są zwykłe robaki.
To inwazyjny szkodnik, o którym wszyscy szepczą w lokalnym centrum ogrodniczym, coś co nazywa się “pięknym zagrożeniem”. ‘
To nie tylko imię, czytałem, że mogą zdziesiątkować rośliny, jeśli nie zostaną sprawdzone.
A jednak są tutaj, na moim podwórku, jak niechciany gość rozbijający ciche sąsiedzkie przyjęcie.
Najbardziej niewygodne jest to, jak mało ktoś z tym robi.
W zeszłym tygodniu Rada Lokalna wysłała ulotkę z niejasnym ostrzeżeniem, ale bez jasnych instrukcji.
Dwa razy dzwoniłem do wydziału entomologii uniwersyteckiej, żeby uzyskać automatyczną odpowiedź.
Zastanawiam się: jeśli to coś jest tak złe, jak mówią ludzie, dlaczego mam wrażenie, że tylko ja to widzę?
Moje poranki zazwyczaj zaczynają się tak samo: szybka kawa przed pójściem do kwiaciarni, gdzie pracuję, zajmując się klientami i zaopatrywaniem w zapasy.
Ogrodnictwo to nie tylko praca dla mnie – to część tego, w jaki sposób utrzymuję stałe życie po całym chaosie w ciągu ostatnich kilku lat.
Właścicielka sklepu, pani Dalton, oczekuje, że będę wesoła i doświadczona, a ona nie ma cierpliwości do skarg na szkodniki lub dramatu ogrodniczego.
Nawet kiedy wspomniałem jej o chrząszczach, ona po prostu ją zmyła, mówiąc: “Widzieliśmy gorsze robaki; zazwyczaj odchodzą same”.
To zwolnienie boli bardziej, niż mi się wydaje.
To cicha przewaga, którą pani Dalton posiada – moc decydowania, które kwestie mają znaczenie w naszym małym, zajętym sklepie.
Jeśli mówi, że nic wielkiego, mam to zatrzymać dla siebie.
Tymczasem lokalne biuro rolnicze nie odpisało na moje wiadomości, a klub ogrodniczy wydaje się niechętny do zajęcia stanowiska, prawdopodobnie obawiając się wywołania zamieszania lub utraty sponsorów.
Zaczęło się subtelnie.
Po pierwsze, dwa tygodnie temu na skraju parku kultury zauważyło kilka żuków, odnotowanych głównie przez kilku ogrodników.
W zeszłym tygodniu artykuł w gazecie o małych miasteczkach wskazał, że szkodniki mogły się rozprzestrzeniać do prywatnych ogrodów, ale skupiał się głównie na oficjalnych zapewnieniach, że “jest monitorowana”.
Po tym, powolny trikle sąsiadów wspominając dziwne uszkodzenia roślin, wyciszane rozmowy w mediach społecznościowych, i mnie zauważając coraz więcej tych irytujące chrząszcze każdego wieczoru, gdy wracam do domu z pracy.
Dzisiaj boję się spotkania z panią Dalton po godzinach.
Poprosiła o spotkanie na osobności i podejrzewam, że ma to coś wspólnego ze skargą klienta na szkodniki albo moją ostatnią zmianę nastroju.
Unikam mówienia jej o chrząszczach, obawiając się, że mogę wyglądać jakbym przesadzała albo gorzej, wprawiając w kłopoty.
Ale jeśli jest to naprawdę powszechny problem, ignorowanie go nie sprawi, że błędy – lub uszkodzenia – znikną.
Coś mi się wydaje, że zaraz dojdzie do głowy i nie wiem, jak długo mogę udawać, że wszystko jest w porządku.
Czytaj więcej na następnej stronie
_ _ NEXTPAGE _ _