W obliczu mojej refleksji: Moment, w którym zdecydowałem, że nie nauczę młodych dziewcząt umierać

Popołudniowe światło filtruje przez małe okno, rzucając słaby blask na moim ekranie laptopa. Siedzę na krawędzi chwiejnego krzesła, bijąc serce, wpisując słowa, które brzmią na mój umysł: “Nie zamierzam uczyć młodych dziewcząt jak to zrobić”.

Pokój jest zatłoczony ulotkami medycznymi i niespokojnymi meblami, które stały się zbyt znajome. Jednak to słaby zapach antyseptyki naostrza ten moment, przypominając mi o rzeczywistości, z którą codziennie się spotykam.

Każdy naciśnięcie klawisza wydaje się być aktem sprzeciwu, ugodą wyszeptaną w pustkę grupowej rozmowy z kilkoma zwolennikami. To nie manifest, ani wielkie publiczne oświadczenie. Tylko cicha linia narysowana w piasku, odmowa powstała z wyczerpania, a nie triumfu.

Cisza w mieszkaniu jest głośna, bardziej niż jakikolwiek hałas z ulicy poniżej. Kiedy pauzę, ciężar mojej decyzji wisi w powietrzu, przypomnienie o nierównowadze mocy, która osłabia moje życie.

W typowy dzień, mój świat to seria wyzwań, zaczynając od walki o zrobienie filiżanki herbaty. Ból w moich kończynach jest nieustępliwy, stały towarzysz przez mielenie lekarskich wizyt. Sprawdzone oznaki życia, pigułki połknięte, unikanie luster.

Trzymam się chwil normalności – rozmowy z matką, krótki spacer, bazgroły myśli w dzienniku.

Specjaliści medyczni, z ich wykresami i receptami, często tłumią mój głos. Jest to cisza, która mówi tomy, ich autorytet niekwestionowany w sterylnych granicach klinik i poczekalni.

Potem jest spojrzenie świata online. Niektóre oczy są miłe, inne ostre, badają moją sylwetkę, nie widząc złożonej walki poniżej.

Ostatnie miesiące były burzą. Szpitalizacja miała być rutynowo wprowadzana w pilne testy i szeptana troska. Spotkania towarzyskie zanikły w tle, gdy byłem konsumowany przez wysiłek jedzenia, poruszania się.

Wirus wybuchł, wpychając mój stan w publiczne oko, przynosząc ze sobą torrent pytań i porad, o które nie prosiłem.

Na początku czerwca, zostałem złapany na wojnie pomiędzy odmową bycia przestrogą, a izolacją, która z tym wiąże.

Spotkanie z nowym specjalistą przed nami, nieuniknionym, ale przerażonym. To nie diagnostyka zaciska mi klatkę piersiową, ale nieuchronność bycia ponownie mierzonym i ocenianym.

Ta chwila wygląda jak ostrze ostrza, ostre i cienkie, jakby najmniejszy wiatr mógł przechylić szalę.

Uściślenie jest teraz na wolności, ale to, co nastąpi, pozostaje ciężkie z niepewnością.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Dni się rozciągają, każdy powoli czołgać się przez krajobraz medycznego żargonu i spokojne bitwy. Słowa, które zapisałem w moim umyśle, brzmiące prawdą, której jeszcze nie rozumiem.

“Czy to było za dużo?”

To pytanie, które zadaję sobie więcej niż raz. Wątpliwości, które zachodzą, pomimo przekonania, które zmusiło mnie do napisania ich.

Sięgam po telefon, waham się przed otwarciem grupowego czatu. Kilka odpowiedzi już mrugnęło na mnie, ich słowa to mieszanka wsparcia i troski.

“Wszystko w porządku?”

“Jeśli chcesz pogadać”.

Połykam mocno, węzeł w gardle się zaciska. Przesłania są pocieszające, ale podkreślają również różnicę między zrozumieniem a życiem w tej rzeczywistości.

Na zewnątrz świat porusza się w normalnym tempie. Samochody nadjeżdżają, a śmiech odpływa z ulicy.

Wewnątrz, czas czuje się zawieszony, mieszkanie jest wyspą bezruchu w pędzącym morzu.

Spotkanie się miesza, data zaznaczona na czerwono w kalendarzu. Boję się tego, ale wiem, że muszę to zrobić.

“Może tym razem będzie inaczej”, szepczę do siebie, choć słowa brzmią pusto.

Pamięć o ostatnim spotkaniu, rozmycie zimnych łusek i obciętych głosach. Sterylny zapach, bezosobowy dotyk, uczucie bycia zredukowanym do liczb i wykresów.

To jest oczekiwanie, że gryzie mnie najbardziej, nie wiedząc co zobaczą, co powiedzą.

Czy ten nowy specjalista zobaczy coś poza wykresami?

Usłyszą mnie?

Pytania wiszą bez odpowiedzi, dodając do wagi już naciskając.

Patrzę na zegar, czas tyka do przodu.

Dni do spotkania maleją, a niepewność rośnie.

Jednak pod tym wszystkim pozostaje migotanie determinacji.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Rano przychodzi powoli, światło pełzające przez żaluzje z niespokojnym ciepłem. Mieszam, ból w moim ciele znajomy budzenie-up call.

Dziś jest dzień spotkania.

Myśl przenika przeze mnie wstrząs, połączenie nerwów i rezygnacji.

“Po prostu przez to przebrnij”, szemram, odpychając okładki.

Rytuał zaczyna się – prysznic, sukienka, łyk herbaty, który niewiele robi, aby uspokoić moje serce wyścigowe.

Lustro przyciąga moje oko, odbicie, którego jeszcze nie mogę uniknąć.

“Jesteś czymś więcej”, przypominam sobie łagodnie, choć słowa czują się zużyte.

Podróż do kliniki to mglisty widok i dźwięk, mój umysł gdzie indziej, szykujący się na to, co nadejdzie.

W środku, poczekalnia jest typową mieszanką sterylności i smutku.

Twarze przychodzą i odchodzą, każdy niesie swoją historię, swoje bitwy.

Siedzę, ręce zaciśnięte mocno na kolanach, oczy przymocowane do drzwi.

Kiedy wymawia się moje imię, dźwięk echa w mojej piersi, wezwanie, którego nie mogę zignorować.

Biuro jest jasne, powietrze gęste zapachem antyseptyki.

Specjalista siedzi naprzeciwko mnie, oczy skanują mapy, zanim spojrzą w górę.

Zaczyna się.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Ta nowa specjalistka, kobieta o miłych oczach i spokojnym zachowaniu, zaczyna się od pytań.

“Jak się ostatnio czujesz?”

Jej głos jest stały, kontrast do zamieszania wewnątrz mnie.

“Zmęczony”, przyznaję, słowo ledwie owija się wokół głębi mojego zmęczenia.

Kiwa głową, robi notatki, jej długopis miękkie drapanie w cichym pokoju.

“Jakieś zmiany apetytu lub poziomu energii?”

Pytania są kontynuowane, każdy sonduje pod powierzchnią.

Odpowiadam najlepiej, jak potrafię. Odpowiedzi są niewystarczające, by przekazać pełny obraz.

“Zrobimy dziś kilka testów, jeśli można”.

Jej ton jest łagodny, a nie żąda zgody.

Kiwam głową, choć moje serce zapada na myśl o szturchaniu i pchaniu.

Testy są rutynowe, ale każdy z nich przypomina o kruchości, z którą żyję.

Krew pobrana, ciśnienie sprawdzone, mierzone ciężary.

Z każdym krokiem czuję znajomą wrażliwość, poczucie ekspozycji.

Kiedy kończy, specjalistka patrzy na mnie z szczerością, która mnie zaskakuje.

“Razem to rozwiążemy”, zapewniła, że jej słowa są obietnicą, w którą chcę wierzyć.

To mały komfort, błysk nadziei w podróży, która często wydaje się nieskończona.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Wizyta kończy się, zostawiając mnie z mieszanką ulgi i utrzymującej się niepewności.

Kiedy wychodzę na zewnątrz, świat czuje się większy, bardziej ekspansywny niż granice kliniki.

Ciepło słońca jest łagodnym przypomnieniem, że życie toczy się dalej poza tymi murami.

Chodzę powoli, pozwalając każdemu kroku zakotwiczyć mnie z powrotem do teraźniejszości.

Znane ulice rozciągają się przed siebie, każdy z nich pokryty jest wspomnieniami i momentami.

Dziś był krok, mały, ale wciąż krok naprzód.

Trzymam się słów specjalisty, “Razem to rozwiążemy”, odtwarzając je w mojej głowie jak mantrę.

Podróż jeszcze się nie skończyła, ale na razie pocieszam się wspólnym zrozumieniem.

Kiedy docieram do mieszkania, zapach antyseptyki wciąż trzyma się moich ubrań, pauzę.

Laptop jest tam, gdzie go zostawiłem. Słowa, które napisałam, wciąż świecą na ekranie.

Czytam je ponownie, czuję ciężar i determinację, którą niosą.

To nie koniec.

Ale to dopiero początek.

Uwaga: Ta historia to fikcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nazwiska, znaki i szczegóły zostały zmienione.

Leave a Comment