Ciepło przylgnęło do późnego letniego popołudnia, nawet gdy słońce zanurzało się nisko nad pękniętym chodnikiem. wycierałem zużyty drewniany licznik mojej stoiska z jedzeniem, zapach smażonej cebuli i duszącego gulaszu mieszającego się z kurzem i gadającego wokół mnie.
Potem, znikąd, trzy błyszczące Rolls- Royces zatrzymały się i zaparkowały obok siebie tuż przed moim skromnym układem.
Mój żołądek spadł, pierwsza myśl to …
👇 👇 👇 👇 👇