Poranne powietrze miało gorzki chłód, który wbił mi się w skórę, gdy stałem na ganku, tuląc kubek kawy. Miasto dopiero zaczęło się burzyć, znane mi widoki i dźwięki czwartkowego poranka, rozbrzmiewały wokół mnie.
Dzieci zebrały się na przystankach autobusowych, ułożone warstwami na zimno, a sklepikarze otwierali drzwi, przygotowując się na kolejny dzień.
Potem, jakby na zawołanie, samochód mamy zatrzymał się …
👇 👇 👇 👇 👇