To było tuż po północy, kiedy otwierały się automatyczne drzwi naszego szpitala.
Mała dziewczynka, nie więcej niż osiem czy dziewięć, wepchnęła zardzewiałą taczkę do środka.
Jej ubrania były brudne, twarz rozmazana brudem.
W taczce, dwoje nowonarodzonych dzieci leżało mocno w zużytych kocach.
Scena była surrealistyczna, jak coś ze snu.
Byłem na nocnej zmianie, przyzwyczajony do dziwnych spraw, które przechodziły.
Ale …
👇 👇 👇 👇 👇