To było tuż przed świtem w szpitalu miejskim – cichy, zwyczajny niski szmer nocnego personelu przesuwającego się przez pokoje i przyciemnione hale.
Byłem na wczesnych rundach, z notatnikiem w ręku, kiedy pierwszy wybuch motocykli przecinał powietrze.
Klub motocyklowy przybył dokładnie wtedy, gdy syreny płakały w oddali, radiowozy śledziły swoją czarną skórę jak cień.
Wszyscy szykowali się na chaos, szepty o odwecie …
👇 👇 👇 👇 👇