To było tuż po 21: 00 w mokrym czwartkowym wieczorze, kiedy zaokrągliłem róg w pobliżu mojego kompleksu apartamentowego i zauważyłem przesiąknięty złotym odzyskiwaniem drżenia pod migoczącą latarnią.
Deszcz był nieustępliwy, przemoczony przez płaszcz i chłodził mnie do kości.
Pies spojrzał w górę, jego oczy wypełnione mieszanką strachu i nadziei.
Przykucnąłem, powoli wyciągając rękę, próbując jej nie przestraszyć.
“Hej tam”, szepnąłem, mój głos …
👇 👇 👇 👇 👇