„Ten jest wyjątkowy!” krzyknął, gdy podszedłem, żeby go sprawdzić.
Widziałem błyski czerwonych błyskawic u podnóża, ale nie zwróciłem na to uwagi. Śnieg nigdy nie osiada równomiernie. Dzieci robią dziwne rzeczy.
Tego wieczoru, gdy zaczynałem przygotowywać kolację, usłyszałem to.
Ostry, trzaskający dźwięk.
Metaliczne skrzypienie.
A potem krzyki.
“ŻARTUJESZ!”
Pobiegłam do salonu. Nick już stał przy oknie, z rękami przyciśniętymi do szyby – oczy miał szeroko otwarte, ale nie przestraszone.
Samochód pana Streetera został wbity bezpośrednio w hydrant.
Hydrant nagle się otworzył, tryskając potężnym strumieniem wody niczym gejzer. Jego samochód, ulica i ogród zostały przemoczone do suchej nitki. Reflektory ledwo przebijały się przez tę mgiełkę.
U stóp skały znajdowała się bezkształtna sterta śniegu, gałęzi i tego znajomego czerwonego szalika.
Hydrant. Bałwan.
O nie.
„Nick” – wyszeptałem. „Co zrobiłeś?”
„Umieściłem bałwana w miejscu, gdzie samochody nie powinny jeździć” – powiedział spokojnie. „Wiedziałem, że zrobi to ponownie”.
Pan Streeter przybył w pośpiechu i zapukał do naszych drzwi.
Był przemoczony od stóp do głów i wściekły.
“To TWOJA wina! Twoje dziecko zrobiło to celowo!”
Zachowałem spokój. „Jesteś ranny? Potrzebujesz pomocy medycznej?”
“DOTKNĄŁEM UST WYSTAWOWYCH!”
„Hydrant jest na granicy posesji” – powiedziałem. „Możesz go obsługiwać tylko wtedy, gdy jesteś na naszym trawniku”.
Zamarł.
„Więc… przyznajesz, że jeździłeś po naszym trawniku.”
Wyjąkał: „On mnie oszukał!”
„Ulepił bałwana na naszej posesji” – powiedziałem. „Przejechałeś po nim. Znowu”.
Zadzwoniłem pod numer alarmowy. Policjant podążył śladami opon prosto na nasz trawnik.
„Więc nie było pana na ulicy?” – zapytał policjant.
„Tak” – powiedziałem. „Prosiłem go, żeby przestał kilka razy”.
Policjant skinął głową. „W takim razie to on odpowiada za uszkodzenie hydrantu”.
Kiedy wszystko w końcu wróciło do normy, Nick usiadł przy stole i zaczął machać nogami.
“Czy mam kłopoty?”
“Próbowałeś zrobić mu krzywdę?”
„Nie” – odpowiedział stanowczo Nick. „Wiedziałem, że nie przestanie”.
Wziąłem głęboki oddech. „To było sprytne. Ale ryzykowne. Następnym razem chcę być ostrzeżony”.
„Zgoda” – odpowiedział natychmiast.
Pan Streeter nigdy więcej nie postawił stopy na naszym trawniku. Ani na cal.
Nick kontynuował lepienie bałwanów w tym samym miejscu przez całą zimę.
I żaden z nich nie został już nigdy zmiażdżony.
Niektórzy ludzie nie respektują granic, nawet gdy zostaną o to poproszeni grzecznie.
Szanują ich tylko wtedy, gdy przekroczenie tej granicy będzie ich kosztować coś konkretnego.