„On robi to celowo”.
Mark westchnął. „Pewnego dnia to zrozumie”.
Nigdy nie spodziewałam się, że pewnego dnia pojawi się w naszym ogrodzie .
Kilka dni później Nick wrócił ze szkoły.
“Stało się znowu.”
Westchnęłam. „Który tym razem?”
„Winston” – powiedział, ale jego ton był inny. Spokojny. Skupiony. Potem nachylił się bliżej. „Nie musisz już z nim rozmawiać”.
“Co masz na myśli?”
„Mam plan”.
Te słowa powinny zaniepokoić każdego rodzica. Dla mnie „plan” oznaczał znak, a może raczej wsypanie śniegu do słowa STOP .
Ja ustaliłem zasady.
„Nie możesz nikogo skrzywdzić. I nie możesz niczego celowo zniszczyć”.
Szybko skinął głową. „Wiem. Chcę tylko, żeby przestał”.
Odmówił udzielenia dalszych informacji.
Następnego popołudnia Nick wyszedł jak zwykle, ale zamiast w swoim zwykłym miejscu, rozpalił ogień przy hydrancie, na skraju naszej posesji.
Z okna wyglądał niegroźnie. Zbudował go większego od pozostałych: solidna podstawa, szeroki korpus i okrągła głowa.