Szare, wilgotne popołudnie owinięte wokół małej kaplicy jak ciężki płaszcz, duszący i cichy.
Wewnątrz powietrze było gęste z niewypowiedzianym żalem, takim, który osiedlił się w kątach pokoju i odmówił ustąpienia.
Trumna mojego ojca leżała z przodu, jej polerowane drewno błyszczało pod ciemnymi światłami.
Ludzie zebrali się wokół, ich twarze mieszanka smutku i cichej refleksji.
To miało być ostateczne pożegnanie, chwila …
👇 👇 👇 👇 👇