Słuchała bez przerwy.
Potem się uśmiechnęła – nie triumfalnie, nie gorzko – lecz z cichą pewnością siebie.
„To pudełko nie miało cię zawstydzić” – powiedziała. „To było dla mnie. Na wypadek, gdybym kiedykolwiek zapomniała, kim jestem”.
Tej nocy rozmawialiśmy dłużej niż od miesięcy. O tym, kim byliśmy, zanim się poznaliśmy. O tym, kim nadal jesteśmy. Nauczyłem się, że szacunku nie okazują wielkie gesty, ale codzienne uznanie.
I w końcu zrozumiałem coś, co powinienem był wiedzieć od samego początku:
Miłość nie maleje, gdy jedna osoba się wycofuje – pogłębia się, gdy w pełni szanujemy tę osobę za to, kim jest, nawet jeśli nie stoi w centrum uwagi.