Następnego ranka Marina przeliczyła, co jest w lodówce:
jeśli będzie ostrożna, starczy jej jedzenia na trzy dni. W żłobku pani López zatrzymała ją: „Twoje konto jest przeterminowane. Musisz je uregulować w tym tygodniu”. Marina skinęła głową, tłumiąc wstyd. „Dam sobie radę” – obiecała, nie wiedząc jak. Po powrocie do domu zaczęła sporządzać listę ofert pracy, gdy zadzwonił telefon. Nieznany numer. Jej serce wiedziało to, zanim zdążył to zrobić rozum.
„Pani Castillo… tu Rodrigo Mendoza”. Marina poczuła, jak nogi się pod nią uginają. „Proszę mówić mi Rodrigo” – dodał, a jego łagodność stanowiła jaskrawy kontrast z siłą jego imienia. Zaproponował lunch w niepozornej kawiarni w swojej okolicy. „Proszę przynieść wszystkie dokumenty służbowe” – powiedział, a Marina wpatrywała się w telefon, jakby nagle otworzyły się przed nią drzwi.
Przeczytaj więcej na następnej stronie >>