Podjechał czarny mercedes. Wysiadł z niego mężczyzna: wysoki, pewny siebie i prezentujący bogactwo, o którym nie trzeba było mówić. Jego twarz jednak wcale nie była spokojna.
“Martina!” zawołał.
Dziewczynka pobiegła do niego. „Tato! Ona mnie uratowała!”
Mężczyzna uklęknął, mocno ściskając córkę, jakby miała zaraz zniknąć. Dopiero po kilkukrotnym sprawdzeniu jej stanu, zwrócił się do Mariny, której nieznajomy pomagał wstać.
„Zrobiłeś to?” zapytał cicho.
Marina skinęła głową, strzepując brud z podartego rękawa. „Widziałam samochód. Po prostu… uciekłam”.
Wyciągnął rękę. „Rodrigo Mendoza. »
Nazwa wywołała sensację. Wszyscy ją znali.
Wzięła go za rękę, nagle uświadamiając sobie, że ma poobijane dłonie. „Marina Castillo”.
Zanim zdążył wypowiedzieć kolejne słowo, przenikliwy głos rozdarł powietrze.
Przeczytaj więcej na następnej stronie >>