Rodrigo podszedł do jej drzwi wejściowych, jego słowa były gotowe przebić powietrze…
aż pojawił się Carlos w piżamie. „Dziękuję za opiekę nad moją mamą” – powiedział z dziecięcą powagą. Rodrigo spojrzał na niego z autentyczną czułością. Chwila przeminęła, ale pozostawiła po sobie ślad. Marina spędziła weekend z żołądkiem ściśniętym: strach mieszał się z nadzieją.
Potem nadszedł druzgocący cios. Pewnego wtorkowego poranka Patricia weszła blada, z gazetą w ręku: „Romans z byłą gospodynią”. Zdjęcie Mariny w sukni wieczorowej. Jej pełne imię i nazwisko. Całkowicie zmyślona historia. A co gorsza: prowadzili śledztwo w sprawie ojca jej dzieci. Diego Ruiza. Oszust. Skazany. Marina poczuła, jak jej ciało traci cały ciężar. „Nie wiedziałam” – powtórzyła, jakby słowa mogły wymazać przeszłość. Rodrigo wziął ją za ręce, mówiąc stanowczo: „To nie byłaś ty”.
Ale strach, ten stary nawyk, znów wziął górę. Tanaka przełożyła spotkanie „inaczej”, a Marina uznała to za wyrok śmierci. Drżącą ręką napisała rezygnację i pozwoliła telefonowi zadzwonić dwanaście razy. Tego popołudnia, kiedy dzieci zapytały ją o Martinę, Marina odpowiedziała jedynymi słowami, jakie przyszły jej do głowy: „Wracamy dziś do domu”. Carlos, zbyt spostrzegawczy jak na swój wiek, spojrzał jej prosto w oczy: „Czy to ma coś wspólnego z naszym ojcem?”. A kiedy Marina potwierdziła, ze łzami w oczach, powiedział to, czego nie odważyła się powiedzieć: „Myślę, że Rodrigo nas kocha… warto o to walczyć, prawda?”.
Przeczytaj więcej na następnej stronie >>