Marla to moja przyrodnia siostra. Ten sam tata, różne mamy. To wirująca jak wicher – urocza, chaotyczna i nigdy nie pojawia się wystarczająco długo, by posprzątać bałagan, który po sobie zostawia. Nie rozmawiała z mamą od czasu ich kłótni o spadek po ojcu.
Tylko ja opiekowałam się swoją mamą. Kto więc zabrał ją z domu opieki, nie mówiąc mi o tym?
