Wyszła za mąż za mojego tatę pięć lat po śmierci mamy i od pierwszego dnia złościła się na każdą wzmiankę o Alice. Po moich zaręczynach jej gorycz się zaostrzyła. Najpierw pojawiły się okrutne uszczypliwości:
„Pójdziesz do ołtarza sama, czy będziesz ciągnąć za sobą urnę matki?”.
Potem żądania:
„Założysz moją suknię ślubną. To tradycja”.
Moja macocha rozbiła na kawałki cenny kryształ należący do mojej zmarłej mamy. Nie miała pojęcia, że to ona jest oszukiwana!
