Wymamrotałam „tak, tak, idealnie”, zanim zamknęłam drzwi, czerwona jak piwonia.
A na korytarzu wybuchnęłam śmiechem. Najpierw nerwowym, potem śmiechem ulgi, niemal czułości.
Wpadłam w panikę, otwierając drzwi do pokoju mojej nastoletniej córki. To, co tam zobaczyłam, naprawdę mnie zaskoczyło.
