Dwa lata po śmierci mamy tata przedstawił mi swoją nową narzeczoną, Magdalenę. Była elegancka, stylowa i… bardzo różna od mamy. Chciałam ją wspierać – wiedziałam, że tata zasługuje na szczęście – ale coś w niej zawsze było nie tak. Starała się za bardzo, ciągle porównywała się do mamy, zawsze chciała „wejść w jej buty”, jak kiedyś powiedziała.
Aż pewnego dnia tata posadził mnie.
„Olive, kochanie” – powiedział łagodnie, choć w jego oczach malowała się nerwowość. „Magdalene naprawdę podziwia naszyjnik twojej mamy. Mówi, że będzie idealnie pasował do jej sukni ślubnej. Czy zechciałabyś pozwolić jej go założyć w tym wielkim dniu?”
