Tej nocy spałam w pokoju gościnnym. Nie płakałam. Po prostu leżałam, wpatrując się w sufit, licząc drobne pęknięcia w płytach gipsowo-kartonowych i zastanawiając się, czy tak naprawdę kończą się małżeństwa. Cicho, bez krzyków i trzaskania drzwiami, niczym niewidzialna nić, która cicho pękała między dwojgiem ludzi, którzy kiedyś trzymali się jak liny ratunkowe. Po tym zaczęłam zauważać drobiazgi.
Mój mąż złożył pozew o rozwód zaraz po tym, jak odziedziczyłam majątek po mojej mamie. Myślałem, że trafił szóstkę w totka, ale moja mama go przechytrzyła…
