Byłem oszołomiony. Okazało się, że moja żona wcale nie była bezdomna. Była córką bogatego biznesmena z Chicago, urodzoną w rodzinie właścicieli sieci firm. Lata temu, po zaciętej walce o spadek, uciekła z domu, odmawiając przynależności do tego chciwego świata. Aby uniknąć uwagi, żyła cicho – nawet żebrała, żeby nikt jej nie znalazł.
Kiedy skończyłem 36 lat, sąsiedzi szemrali: „W tym wieku i jeszcze bez żony? Będzie kawalerem na zawsze!”.
