Drewno pękło, rozpadły się na kawałki. Jeden cios, potem drugi, aż trumna pękła natychmiast na pół.
…Zapadła mrocząca krew w żyłach ciszy. Żałobnicy zamarli; widoczne łapali oddech i zasłaniali usta, inni cofali się zataczając. Ksiądz puścił, jakby zniknął. Tłum stał sparaliżowany, aż powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk:
