Następnego dnia w szpitalu panowała nienaturalna cisza. O godzinie 14:00 ciszę przerwał niski, głęboki i narastający pomruk, który zatrzęsł szybami. Pielęgniarki i rodzice rzucili się do okien. Na zewnątrz, rzędy motocykli zapełniały parking, a chromowane elementy lśniły w słońcu niczym zbroja.
Grzmot silników w skrzydle dziecięcym: Jak gang motocyklowy przemienił strach mojego syna w odwagę
