Tymczasem w domu mojej mamy życie stawało się jaśniejsze. Kabir śpiewał i klaskał na dziedzińcu. Sadziliśmy szpinak, podlewaliśmy kwiaty, gotowaliśmy razem. Wieczorem grzaliśmy ręce przy piecu i słuchaliśmy radia.
Moja matka przyjechała z wioski w odwiedziny, ale teściowa nagle powiedziała: „Idź do kuchni i zjedz obiad” – była oszołomiona tym, co zrobiłam.
